piątek, 12 czerwca 2015

księga cytatów



"Wytrawnie posługując się sztuką podchodów osiągnąłem ten punkt obserwacyjny w taki sposób, żeby wilki nie mogły mnie dostrzec, a ponieważ wiatr szedł w moją stronę, byłem przekonany, że nie domyślą się mojego przybycia.
Kiedy wszystko już było jak trzeba, nastawiłem lunetę; ale ku mojemu strapieniu wilków nie dostrzegłem ani śladu. (...) Do południa oczy mnie rozbolały z wysiłku, że już nie wspomnę o skurczach, i doszedłem prawie do wniosku, że moja wczorajsza hipoteza była z gruntu fałszywa i że "nora" to tylko przypadkowa dziura w piasku.
(...)
Wróciłem posępnie do jałowego wpatrywania się w lunetę. Esker był pusty. Nad rozprażonym piaskiem zaczęły się unosić fale gorąca, jeszcze bardziej męczące dla oczu. O drugiej straciłem resztki nadziei. Dalsze krycie się nie miało sensu, więc podniosłem się, zesztywniały, i wykonałem czynności przygotowawcze do wypróżnienia się.
To szczególne, że choćby człowiek się znajdował sam na łódeczce pośrodku oceanu albo gdzieś w nieprzebytej puszczy, okazuje się, iż sama czynność rozpinania się wywołuje w nim dziwne uczulenie na ewentualność, że ktoś mógłby go podglądać. W tym krytycznym momencie nikt, może z wyjątkiem ludzi nadzwyczaj pewnych siebie, choćby się znajdował w najbardziej niewątpliwym odosobnieniu, nie może się powstrzymać od ukradkowego zerknięcia wokół siebie dla przekonania się, czy na pewno jest sam.
Powiedzieć, ze niemiłe było dla mnie odkrycie, iż nie jestem sam, to mało; bo za mną, odległości nawet nie dwudziestu metrów, siedziały te nie ujawniające się wilki.
Wygląd miały tak zrelaksowany i wygodny, jak gdyby siedziały mi za plecami od wielu godzin. Wielki samiec miał wyraz trochę znudzony; za to wzrok wilczycy skupiony był na mnie jakby z wyrazem bezwstydnej i wręcz lubieżnej ciekawości.
Psychika ludzka to rzecz zdumiewająca. Niemalże w każdej innej sytuacji wpadłbym zapewne w popłoch i sądzę, że mało kto miałby mi to za złe. Ale tu okoliczności były niezwykłe i zareagowałem na nie wybuchem oburzenia. W poczuciu znieważonej godności odwróciłem się gwałtownie plecami do zapatrzonych wilków i palcami trzęsącymi się z irytacji czym prędzej zapiąłem rozporek. Gdy w ten sposób ocalona została jeśli nie moja godność, to choć przyzwoitość, zwróciłem się znów do wilków z zajadłością, która mnie samego zdumiała:
-Sio! - wrzasnąłem. - Co wy sobie myślicie, do diabła... wy... wy... świńtuchy! Jak rany, wynocha stąd!
Wilki to zaskoczyło. Zerwały się na nogi, spojrzały po sobie z niedowierzaniem i truchcikiem oddaliły się, zbiegły w zapadlisko i znikły gdzieś w kierunku eskeru. Nawet się nie obejrzały."




FARLEY MOWAT, Nie taki wilk straszny, 1994

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz