"Głowa moja wynurzyła się z wolna ponad krawędź - i
ujrzałem swą zdobycz. Leżał sobie, najwidoczniej odpoczywając po żałosnym
wyśpiewywaniu, z nosem oddalonym od mojego o niecałe dwa metry. Przyglądaliśmy
się sobie w milczeniu. Nie wiem, co działo się pod jego masywną czaszką, ale
mnie roiły się w głowie myśli nader niepokojące. Patrzyłem prosto w bursztynowe
oczy całkowicie wyrośniętego wilka arktycznego, który ważył prawdopodobnie
więcej ode mnie i z pewnością był dużo lepiej przygotowany do walki wręcz niż
ja będę kiedykolwiek.
Przez kilka sekund żaden z nas się nie poruszył, tylko wpatrywaliśmy się hipnotycznie jeden drugiemu w oczy. Wilk pierwszy się ocknął. Skokiem tancerza wzbił się może metr pionowo w powietrze i wylądował w biegu. Podręczniki mówią, że wilk potrafi biec z szybkością bliską pięćdziesięciu kilometrów na godzinę, ale ten nie sprawiał nawet wrażenia, że biegnie, raczej że leci nad ziemią. W przeciągu paru sekund zniknął mi z oczu.
Moja własna reakcja nie była tak efektowna, choć możliwe, że ja też pobiłem jakiś rekord w biegu na przełaj. Mój powrót przez rzekę odbył się tak żwawo, że na samych wiosłach wpędziłem kanu prawie na całą długość na swój brzeg."
Przez kilka sekund żaden z nas się nie poruszył, tylko wpatrywaliśmy się hipnotycznie jeden drugiemu w oczy. Wilk pierwszy się ocknął. Skokiem tancerza wzbił się może metr pionowo w powietrze i wylądował w biegu. Podręczniki mówią, że wilk potrafi biec z szybkością bliską pięćdziesięciu kilometrów na godzinę, ale ten nie sprawiał nawet wrażenia, że biegnie, raczej że leci nad ziemią. W przeciągu paru sekund zniknął mi z oczu.
Moja własna reakcja nie była tak efektowna, choć możliwe, że ja też pobiłem jakiś rekord w biegu na przełaj. Mój powrót przez rzekę odbył się tak żwawo, że na samych wiosłach wpędziłem kanu prawie na całą długość na swój brzeg."
Farley Mowat, Nie taki wilk straszny, 1994
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz