środa, 24 czerwca 2015

księga cytatów



"Pewnego wieczora, gdy wilki udały się na swe regularne nocne polowanie, wytyczyłem swoją własną działkę o powierzchni może hektara, z namiotem w środku, zawłaszczając też stumetrowy odcinek wilczej ścieżki.
(...) O godzinie 08.14, jak zanotował mój wilczy dziennik, przywódca klanu pojawił się spoza grani za mną, zmierzając do domu ze zwykły, sobie wyrazem zaabsorbowania. Jak zwykle nie raczył spojrzeć na mój namiot; ale gdy dotarł do miejsca w którym granica mojej posiadłości przecięła ścieżkę, stanął tak raptownie, jakby wpadł na niewidzialną ścianę. Był tylko piętnaście metrów ode mnie i przez lornetkę widziałem dokładnie wyraz jego pyska.
Objawy zmęczenia znikły i zastąpił je wyraz osłupienia. Wyciągnął ostrożnie nos i obwąchał jeden z oznaczonych przeze mnie krzaczków. Jak gdyby nie wiedział, co to ma znaczyć albo co ma z tym zrobić. Po chwili kompletnego niezdecydowania odstąpił o kilka metrów i usiadł. A potem - wreszcie - spojrzał wprost na namiot i na mnie. Było to spojrzenie przeciągłe, pełne zastanowienia i namysłu.
(...)
Sytuacja robiła się nie do zniesienia. W wysiłku, żeby przełamać impas, odchrząknąłem głośno i odwróciłem się do wilka plecami (na jedną dziesiątą sekundy), aby mu jak najwyraźniej dać do zrozumienia, że uważam jego uparte wpatrywanie się za niegrzeczne czy wręcz obraźliwe.
On jak gdyby zrozumiał. Wstał i jeszcze raz obwąchał mój znak, po czym jakby się zdecydował. Pośpiesznie i z wyrazem stanowczości poniechał mnie i ruszył w systematyczny obchód wytyczonego przeze mnie terenu. Każdy mój znak graniczny wąchał raz czy dwa razy, a potem starannie umieszczał swój znak po zewnętrznej stronie każdego kamienia lub kępki trawy. (...)
Uporawszy się z całą robotą - a zajęło mu to nie więcej niż kwadrans - wrócił na ścieżkę w tym miejscu, gdzie wybiegała ona z mojej posiadłości, i oddalił się truchcikiem do domu, pozostawiając mi niejedno do przemyślenia."

FARLEY MOWAT, Nie taki wilk straszny, 1994

poniedziałek, 22 czerwca 2015

miejsca










photo: Justyna Komar
Wszystkie prawa zastrzeżone
All rights reserved
komentarz:Nowa Sucha, skansen

niedziela, 21 czerwca 2015

chwile z poezją

Katarzyna Miller



*

A jeśli nie umrzemy
i noc
wyrzuci nasze ciała
na brzeg
całe
nierozszarpane
nie zjedzone do kości


jak
spojrzymy sobie w oczy?


czwartek, 18 czerwca 2015

księga cytatów



"Odbyłem tej nocy długie a zbawienne posiedzenie w tym towarzystwie i gdy pod jego leczniczym wpływem moje duchowe obrażenia stały się mniej bolesne, rozważyłem sobie na świeżo wydarzenia z kilku ubiegłych dni. Mój ukształtowany przez uprzedzenia umysł zmuszony był dojść do nieuniknionego wniosku, że odwieczna i powszechnie przyjęta wśród ludzi koncepcja wilczego charakteru jest oczywistym łgarstwem. W trzech różnych sytuacjach, w ciągu niecałego tygodnia, znalazłem się kompletnie na łasce tych "dzikich zabójców" i nie tylko nie próbowały mnie rozszarpywać na kawałki, ale okazały mi powściągliwość bliską pogardy, nawet kiedy naszedłem ich dom i stworzyłem wrażenie, że zagrażam bezpośrednio ich dzieciom.
Było to oczywiste, a jednak miałem dziwne opory przed wyrzuceniem tego mitu na śmietnik. Część tych sporów na pewno wynikała z myśli, że odrzucając uznane pojęcia o naturze wilków popełnię zdradę wobec nauki; część ze świadomości, że ujawnienie prawdy obedrze moją misję z jej subtelnej aury niebezpieczeństwa i wielkiej przygody; a nie mniejsza część oporów wynikała z mojej niechęci do przyznania się, że przerobiony zostałem na skończonego idiotę - nie przez moich ludzkich bliźnich, tylko przez nierozumne bestie.
(...) Podjąłem decyzję, że od tej chwili będę wkraczał w świat wilczy bez żadnych uprzedzeń, ucząc się patrzeć na wilki i poznając je nie takie, jakimi rzekomo miały być, tylko takimi jakimi są w rzeczywistości."




FARLEY MOWAT, Nie taki wilk straszny, 1994

wtorek, 16 czerwca 2015

piątek, 12 czerwca 2015

księga cytatów



"Wytrawnie posługując się sztuką podchodów osiągnąłem ten punkt obserwacyjny w taki sposób, żeby wilki nie mogły mnie dostrzec, a ponieważ wiatr szedł w moją stronę, byłem przekonany, że nie domyślą się mojego przybycia.
Kiedy wszystko już było jak trzeba, nastawiłem lunetę; ale ku mojemu strapieniu wilków nie dostrzegłem ani śladu. (...) Do południa oczy mnie rozbolały z wysiłku, że już nie wspomnę o skurczach, i doszedłem prawie do wniosku, że moja wczorajsza hipoteza była z gruntu fałszywa i że "nora" to tylko przypadkowa dziura w piasku.
(...)
Wróciłem posępnie do jałowego wpatrywania się w lunetę. Esker był pusty. Nad rozprażonym piaskiem zaczęły się unosić fale gorąca, jeszcze bardziej męczące dla oczu. O drugiej straciłem resztki nadziei. Dalsze krycie się nie miało sensu, więc podniosłem się, zesztywniały, i wykonałem czynności przygotowawcze do wypróżnienia się.
To szczególne, że choćby człowiek się znajdował sam na łódeczce pośrodku oceanu albo gdzieś w nieprzebytej puszczy, okazuje się, iż sama czynność rozpinania się wywołuje w nim dziwne uczulenie na ewentualność, że ktoś mógłby go podglądać. W tym krytycznym momencie nikt, może z wyjątkiem ludzi nadzwyczaj pewnych siebie, choćby się znajdował w najbardziej niewątpliwym odosobnieniu, nie może się powstrzymać od ukradkowego zerknięcia wokół siebie dla przekonania się, czy na pewno jest sam.
Powiedzieć, ze niemiłe było dla mnie odkrycie, iż nie jestem sam, to mało; bo za mną, odległości nawet nie dwudziestu metrów, siedziały te nie ujawniające się wilki.
Wygląd miały tak zrelaksowany i wygodny, jak gdyby siedziały mi za plecami od wielu godzin. Wielki samiec miał wyraz trochę znudzony; za to wzrok wilczycy skupiony był na mnie jakby z wyrazem bezwstydnej i wręcz lubieżnej ciekawości.
Psychika ludzka to rzecz zdumiewająca. Niemalże w każdej innej sytuacji wpadłbym zapewne w popłoch i sądzę, że mało kto miałby mi to za złe. Ale tu okoliczności były niezwykłe i zareagowałem na nie wybuchem oburzenia. W poczuciu znieważonej godności odwróciłem się gwałtownie plecami do zapatrzonych wilków i palcami trzęsącymi się z irytacji czym prędzej zapiąłem rozporek. Gdy w ten sposób ocalona została jeśli nie moja godność, to choć przyzwoitość, zwróciłem się znów do wilków z zajadłością, która mnie samego zdumiała:
-Sio! - wrzasnąłem. - Co wy sobie myślicie, do diabła... wy... wy... świńtuchy! Jak rany, wynocha stąd!
Wilki to zaskoczyło. Zerwały się na nogi, spojrzały po sobie z niedowierzaniem i truchcikiem oddaliły się, zbiegły w zapadlisko i znikły gdzieś w kierunku eskeru. Nawet się nie obejrzały."




FARLEY MOWAT, Nie taki wilk straszny, 1994

środa, 10 czerwca 2015

zabawy w kompozycję...

kompozycja: Justyna lat 40




photo: Justyna Komar
Wszystkie prawa zastrzeżone
All rights reserved
Komentarz: 9 VI 2015 r.

wtorek, 2 czerwca 2015

księga cytatów



"Głowa moja wynurzyła się z wolna ponad krawędź - i ujrzałem swą zdobycz. Leżał sobie, najwidoczniej odpoczywając po żałosnym wyśpiewywaniu, z nosem oddalonym od mojego o niecałe dwa metry. Przyglądaliśmy się sobie w milczeniu. Nie wiem, co działo się pod jego masywną czaszką, ale mnie roiły się w głowie myśli nader niepokojące. Patrzyłem prosto w bursztynowe oczy całkowicie wyrośniętego wilka arktycznego, który ważył prawdopodobnie więcej ode mnie i z pewnością był dużo lepiej przygotowany do walki wręcz niż ja będę kiedykolwiek.
Przez kilka sekund żaden z nas się nie poruszył, tylko wpatrywaliśmy się hipnotycznie jeden drugiemu w oczy. Wilk pierwszy się ocknął. Skokiem tancerza wzbił się może metr pionowo w powietrze i wylądował w biegu. Podręczniki mówią, że wilk potrafi biec z szybkością bliską pięćdziesięciu kilometrów na godzinę, ale ten nie sprawiał nawet wrażenia, że biegnie, raczej że leci nad ziemią. W przeciągu paru sekund zniknął mi z oczu.
Moja własna reakcja nie była tak efektowna, choć możliwe, że ja też pobiłem jakiś rekord w biegu na przełaj. Mój powrót przez rzekę odbył się tak żwawo, że na samych wiosłach wpędziłem kanu prawie na całą długość na swój brzeg."




Farley Mowat, Nie taki wilk straszny, 1994

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Dzień Mamy, Dzień Dziecka - a może sesja z brzuszkiem?

zamów fotografa by zatrzymać ulotne chwile
  • fotografie w plenerze, 
  • przestrzeni publicznej, 
  • Twoim domu 
  • domowym studio






photos: Justyna Komar
Wszystkie prawa zastrzeżone
All rights reserved