czwartek, 16 czerwca 2016

księga cytatów



"Kiedyś, gdy sam zwariowałem na punkcie koni, odkryłem dwa sposoby jeżdżenia, które dobrze się odnoszą do sposobów, w jakie próbujemy kontrolować naszą popędowość. Pierwszy sposób jest restrykcyjny, kontrolujący, na zasadzie "ja ci pokażę, kto silniejszy". Walczymy wtedy ze zwierzęciem i czasami wydaje się nam, że podporządkowaliśmy je sobie. Ale jest w tym coś rozpaczliwego. Obie strony potwornie się męczą i bardzo się nie lubią. W głębi duszy jeździec zawsze będzie się bał konia, ponieważ nigdy go nie pokochał, a więc i nie poznał. Przeżywa wspomniany już wielokrotnie lęk uzurpatora, który zawładnął czymś, co do niego nie należy i czego nie rozumie. Drugi sposób polega na uczeniu się panowania nad koniem poprzez nawiązywanie z nim kontaktu. Wczuwamy się w niego, zaprzyjaźniamy się z nim, "uwewnętrzniamy" konia.

Na początku, gdy byłem słabym jeźdźcem, odwoływałem się oczywiście do tego pierwszego sposobu. I to było straszne. Można wygrać z koniem. Ale to żadna przyjemność jechać na upokorzonym, zniewolonym zwierzęciu, które jest twoim i któremu ani na chwilę nie możesz zaufać. Później pewien mądry koniarz pokazał mi, że gdy pokocham i poznam to zwierzę, bez lęku będę mógł pozwolić mu na wszystko. Wtedy jeździec ma zaufanie do konia, koń ma zaufanie do jeźdźca i wszystko przebiega w harmonii. Jeździec i koń są jednym organizmem. Czyż tak nie jest lepiej? Naprawdę nie zasługujemy na to, aby spędzać życie za życiem w lęku przed sobą. A trzymanie konia w stajni i niedosiadanie go, to przecież grzech marnotrawstwa i marnowanie talentu."
  


Wojciech Eichelberger, Kobieta bez winy i wstydu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz