"W Churchill roiło się wówczas od misjonarzy,
prostytutek, policji konnej, bimbrowników, traperów, przemytników futer,
zwykłych handlarzy futer i innych ciekawych postaci, a wszyscy - jak się
okazało - byli znawcami wilków. Wyszukiwałem ich kolejno i pilnie spisywałem,
co mieli mi do powiedzenia. Uzyskałem z tych źródeł mnóstwo fascynujących
informacji, w większości nigdy jeszcze nie utrwalonych w literaturze naukowej.
Wykryłem, że jakkolwiek - zgodnie z powszechnym przeświadczeniem - wilki
pożerają w strefie arktycznej po kilkuset ludzi rocznie, nigdy jednak nie
rzucają się na ciężarne Eskimoski (...). Powiedziano mi, że co cztery lata
wilki ulegają dziwnej chorobie, której efektem jest zrzucanie całej skóry, i że
w okresie, kiedy biegają nago, są tak wstydliwe, iż w razie podejścia do nich
zwijają się w kłębek. Badani przeze mnie traperzy poinformowali mnie, że wilki
szybko wyniszczają stada karibu; że każdy wilk zabija co roku tysiące karibu z
czystej i bezinteresownej żądzy krwi, podczas gdy żadnemu traperowi nawet by do
głowy nie przyszło zastrzelić karibu, chyba że w razie skrajnego zagrożenia.
Jedna z pań pracujących w osadzie uzupełniła to dziwną informacją, iż obfitość
dużych złych wilków napastujących dziewczęta wzrosła nieprzyzwoicie od czasu
założenia tam bazy Amerykańskich Sił Powietrznych i że jak wilk się do
człowieka dobiera, to nic, tylko trzeba mu się fest odgryźć."
Farley Mowat, Nie taki wilk straszny, 1994
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz